Potem pojechałam do Poznania do Siostry, która przed laty porzuciła Małopolskę dla Wielkopolski. A jak sie już tam znalazłam, to wsiadłam do pociągu i skoczyłam do Nekli, gdzie włóczkowo króluje Zamotane, czyli Ula :) Aj, pogadałyśmy ogromnie, ale za mało. A ja dostawałam oczopląsu w trzech pomieszczaniach wypełnionych od ziemii po sufit kłębuszkami! Oczywiście wyjechałam z torbą wspaniałości (to tylko reprezentacja):

Część tych puszystości dostałam od Uli w prezencie. Dziękuję z serca, Kochana :*
W pociągu spędziłam mnóstwo godzin, czytałam jakąś durnowatą książkę o niczym (tak zwana kobieca literatura) i robiłam na zmiane na drutach. W efekcie powstało pół bluzeczki:

Teraz czas wrócić do pracy w pracy, gdzie zaczyna się gorący okres zwany sesją i na hobby kochane nie będzie czasu. Za to oddam się jak codzień mojemu drugiemu hobby, którego nienawidzę, ale poświęcam mu znacznie więcej czasu niż robótkom: sprzątaniu.