Cieszę się, że tyle wspomnień związanych ze żniwami wywołałam. Temat pracy rolników jest pomijany w mediach, które o lecie mówią tylko w odniesieniu do plaży, wakacji i urlopów. Gdy jest susza, tak jak miesiąc temu, to jest super, bo się gawiedź opala. Gdy leje nieprzerwanie to szkoda, bo urlop zmarnowany. A ja myślę sobie, że ważniejsze jest to, co będziemy zimą jeść aniżeli urlop pod parasolem.
Rolnicy działają. Na wszystkich polach kombajny, traktory ze zbożem kursują tam i z powrotem. Wszyscy się spieszą, bo na zachodzie już leje, a u nas jutro mają być burze. Ziarno jest złej jakości, skiełkowało w kłosach (na zdjęciu ziaren pszenicy w poprzednim poście widać zielone kiełki). Taka pszenica nie nadaje sie na chleb, tylko na paszę. Słoma jeszcze gorsza, czarna, przegnita. Śpieszy nam się zebrać owies, bo owce i koza już nie mają co jeść.
A teraz do rzeczy :) Dziś mija piaty dzień urlopu, nawet nie widzę słońca, bo siedzę w domu by gotować, sprzątać, prać i przewijać! W prezencie od Joli, koleżanki od dziergadełek, dostałam motowidło, dokupiłam zwijarkę i działam!!! O jak teraz ładnie motki wyglądają:) Jolu, to najlepszy prezent jaki dostałam w przeciągu ostatnich lat :)
Na warsztacie znajduje się na zdjęciu malabrigo sock w kolorze abril. Połowa motków jest jasnośliwkowo-turkusowa, a druga część ciemnośliwkowo-granatowa. Bez sensu. Przestaje mi sie malabrigo podobać.